"Niechaj Maryja trzyma nas wszystkich w wytrwałości i prowadzi nas na drodze do nieba."

Ksiądz Bosko

Salezjanie w Częstochowie - historia

W 2007 roku minęła 70 rocznica rozpoczęcia przez Towarzystwo imienia Św. Franciszka Salezego pracy w Częstochowie, która stała się kolejną placówką sale­zjańską w Polsce, a w sposób szczególny związaną z dzielnicą Stradom.

Początki były nieco wcześniejsze. Już w 1922r. Zgromadzenie otrzymało dwa hektary ziemi w pobliżu dworca Stradom w wyniku darowizny od księdza prałata Piotra Waśkiewicza namówionego prawdopodobnie przez jego siostrę Antoninę zakonnicę ze zgromadzenia sióstr Nazaretanek. Z różnych przyczyn prawnych i finansowych (między innymi trzeba było usunąć pozostawione przez Niemców w czasie I wojny światowej baraki, co ostatecznie w wyniku interwencji biskupa Teodora Kubiny dokonały władze miasta) działalność nie została podjęta aż do 1937r.

W czerwcu 1937 r. podpisana została umowa pomiędzy Towarzystwem Sale­zjańskim reprezentowanym przez księdza inspektora Tomasza Kopa a sa­morządem miasta Częstochowy, w którego imieniu występowali prezydent miasta Jan Szczodrowski i wiceprezydent Józef Dziuba, o przekazaniu salezjanom ist­niejącego domu opieki dla chłopców przy ul. Sobieskiego 11. Domy takie nosiły wówczas nazwę sierocińców, chociaż oprócz rzeczywistych sierot, dawały one również schronienie i opiekę niektórym dzieciom z rodzin przestępczych czy patologicznych. Łącznie w częstochowskim sierocińcu przebywało stale nieco ponad stu chłopców w wieku od siedmiu do czternastu lat. Miastu przynosiło to również pewne korzyści finansowe, ponieważ salezjanie - pomimo iż wyżywienie chłopców uległo poprawie - potrafili obniżyć stawkę na ten cel z 39 złotych na jednego wychowanka do 27 zł. Kierownictwo salezjańskiego domu opieki - w porozumieniu z zarządem miasta - kierowało również niektórych wychowanków do innych salezjańskich zakładów w Polsce (głównie do Poznania i Oświęcimia) w celu nauki rzemiosła (krawiectwa, szewstwa, stolarstwa, ślusarstwa, ogrodnic­twa), a zdolniejszych także do szkół średnich. Dyrektorem zakładu był ksiądz Jan Pietrzak. Taka działalność w duchu św. Jana Bosco prowadzona była do 31 sierp­nia 1939 r.

Od 1934 r. mieli salezjanie dom w Częstochowie przy ul. Waszyngtona 73. tym razem z darowizny innego księdza Jana Pilca, proboszcza z Żychlic koło Bę­dzina. Dom ten nie spełniał jednak kryteriów wymaganych dla sierocińca ani też na cele duszpasterskie. Salezjanie chcieli bowiem utworzyć w Częstochowie „własną" parafię. Dlatego w marcu 1939 r. dokonali zamiany z Wandą z Bogusławskich Lewaszkiewiczową, nabywając w ten sposób 19 morgów ziemi przy ul. Kościelnej na Stradomiu. Ksiądz Pietrzak - jakby w przeczuciu zbliżającej się wojny - natychmiast rozpoczął budowę prowizorycznego kościoła, określanego jako „kaplica-barak". Kościół ten powstał rzeczywiście w błyskawicznym na ówczesne czasy tempie tak, że 21 września - już po wejściu Niemców - ksiądz bi­skup Kubina mógł erygować dekretem nr 2857 nową parafię pod wezwaniem Na­jświętszego Serca Jezusowego. Chwilowo była to ekspozytura, a jej prepozytem został ksiądz Ludwik Mroczek, który w listopadzie 1939 r. - gdy pełnił funkcję wikarego - został aresztowany przez gestapo i wysłany następnie do obozu oświę­cimskiego, gdzie zmarł.

Pierwszym proboszczem nowej parafii został mianowany przez biskupa Kubi­nę ksiądz Stanisław Łukaszewski, wywodzący się ze Szczekocin. Poświęcenia no­wej świątyni dokonał osobiście biskup Kubina w dniu 1 października 1939 r. Jak wynika z włączonych do wspomnianej kroniki notatek, wierni z dzielnicy Stradom fakt uzyskania własnej parafii właśnie w początkowym okresie najstraszniej­szej z wojen traktowali jako szczególny dar i pociechę Bożej Opatrzności. W skład nowej parafii weszły ulice będące poprzednio częścią parafii katedralnej (św. Ro­dziny) i św. Barbary. Na plebanię ksiądz Łukaszewski musiał początkowo wy­nająć trzy pokoje w jednym z sąsiednich domów. Ludzie w tych trudnych okupacyjnych czasach chętnie garnęli się do działań w kościele, zorganizowano chór, podjęto pracę z młodzieżą.

Ciężką próbą dla zakładu wychowawczego przy ul. Sobieskiego był wybuch II wojny światowej. Kronikarz salezjański wspomina: „Pierwszy września: Gorączkowe przygotowania do ewakuacji całego zakładu [...] o godzinie siódmej wieczorem wymarsz chłopców na stację, by udać się w stronę Kielc”.

Chłopcami (było ich 101) zajęli się ksiądz prefekt Andrzej Siejca, ksiądz radca Stanisław Domino i trzech asystentów oraz siedem osób służby domowej. W zakładzie pozostali ksiądz dyrektor Jan Pietrzak, ksiądz spowiednik Jan Duda, ksiądz Mroczek, koadiutor Jan Hoffman, dwie osoby służby i dziewięciu chłopców. „Pociąg odjechał z Częstochowy o godzinie pierwszej trzydzieści w nocy. Zimno i niewygoda. Około dziesiątej przed południem stanęli w Kiel­cach. Udali się do naszego zakładu i dostali obiad. O godzinie czwartej po połud­niu wyruszyli do Miedzianej Góry aby zamieszkać w budynku szkolnym osiem kilometrów od miasta [...] W niedzielę 3 września ksiądz Domino przemówił do ludzi w kazaniu, prosząc o zainteresowanie chłopcami. Ludzie dawali co tylko mogli. Niemcy ostrzeliwali z samolotów bezbronną ludność, chłopcy kryli się po lasach".

Ponieważ dłuższy pobyt w budynku szkoły w tej wsi okazał się niemożliwy, rozkwaterowano chłopców i ich przełożonych w domach prywatnych. Jednak 5 września wkroczyło niemieckie wojsko, co - jak pisze kronikarz - „wywołało panikę". Trzech chłopców uciekło. 13 września podjęto decyzję powrotu do Czę­stochowy. Pociąg jadący z Kielc zatrzymał się parę kilometrów przed stacją tak, że w strugach deszczu dotarli pieszo do zakładu, gdzie zresztą rozlokował się już Wehrmacht. Niemieckie wojsko wykazało się jednak pewnym zrozumieniem sytuacji i wyraziło zgodę na odstąpienie salki teatralnej, gdzie na gołej podłodze chłopcy mogli spać. Brakowało jednak żywności, dlatego zdecydowano się tych podopiecznych, którzy mieli dokąd się udać odesłać do rodzin. Pozostało jednak około 80 chłopców, których trzeba było żywić. I w tym przypadku pewnej pomo­cy udzielił Wehrmacht, co umożliwiło serwowanie z kuchni wojskowej dwa razy dziennie „zalewajki" z ziemniaków. Ksiądz Pietrzak jeździł po okolicy przywożąc „co się tylko dało". Wojsko opuściło całkowicie budynek przed końcem września i można było urządzić zapisy do szkoły powszechnej nr 9, która mieściła się w sa­lezjańskim budynku na drugim i trzecim piętrze. Naukę wznowiono 30 paździer­nika. „Mimo różnych braków - pisze autor kroniki - przy pomocy Bożej i poświęceniu się współbraci sierociniec prowadził normalne życie jak za do­brych czasów przedwojennych".

Zanim jednak nastąpił powrót, 3 września 1939 r. pozostający w budynku sale­zjanie przeżyli godziny grozy. „Od godziny drugiej do siódmej wieczorem rewizja w zakładzie, dochodzenia w sprawie rzekomych ostrzeliwań z naszego budynku [gmachu - JŁ] starostwa. Otóż przyszło najpierw kilku żołnierzy i robią niby to re­wizję, a jeden z nich sam strzelił z piętra do starostwa, jak zeznają świadkowie na­oczni, a stamtąd oddali strzał w kierunku zakładu. Kula trafiła w okna w kaplicy, przeszła przez drzwi i utkwiła w murze. Wnet po tym zjechało się bardzo dużo wojska, otoczyło cały zakład trzymając karabiny jak w ostrym pogotowiu. [...] W czasie rewizji przez cztery godziny stali pod murem z rękami wzniesionymi do góry dyrektor Jan Pietrzak, ksiądz Jan Duda, ksiądz Ludwik Mroczek, koadiutor Jan Hoffman, kilku chłopców i służba, karabiny były zwrócone lufami do zakład­ników. Nic jednak nie znaleziono w zakładzie i naszych współbraci wraz z wycho­wankami i służbą zwolniono".

W styczniu 1941 r. proboszcz Łukaszewski zakupił od państwa Majchrzaków z Kawodrzy Dolnej dwie morgi ziemi pod cmentarz parafialny. W kwietniu obsa­dzono go drzewkami klonu i brzozy. Możliwość zakupu powstała dzięki pomocy parafian oraz przekazaniu na ten cel ofiar zebranych podczas wizyty duszpaster­skiej, tzw. kolędy. W marcu następnego 1942 r. został na tym cmentarzu pocho­wany ksiądz Andrzej Siejca. Kronikarz salezjański napisał o tym pogrzebie: „mimo że na cmentarz jest kiepska droga, jednak nikt się nie odłączył, ale szedł, choć po błocie, na samo miejsce aż do grobu". Trumnę przez całą drogę z ul. Pułaskiego, gdzie zmarły mieszkał, niesiono. Karawan był zbyteczny.

Ksiądz Łukaszewski odszedł z parafii (przeniesiony do Przemyśla) 21 wrze­śnia 1945 r. a jego następcą został ksiądz Emanuel Słodczyk z Poznania.

Radość z zakończenia wojny zakłócił tragiczny wypadek. 10 kwietnia 1945 r. wychowankowie pod kierownictwem księdza prefekta Bączka oraz brata salezja­ńskiego Antoniego Pilaka oczyszczali teren z pozostawionych przez działania wo­jenne niewypałów artyleryjskich (teren salezjańskiego ośrodka graniczył bezpośrednio z koszarami zajmowanymi wówczas przez Armię Czerwoną). W trakcie prac doszło do groźnego w skutkach wybuchu. Śmierć na miejscu po­niosło czterech chłopców, a trzynastu zostało rannych. Brat Pilak ciężko ranny w brzuch zmarł po pięciu godzinach, ranny też został ksiądz Bączek. Pomocy udzieliło sowieckie dowództwo wojskowe. Armia Czerwona własnymi karetkami (i jakimś samochodem ciężarowym) dowoziła rannych do szpitali w mieście, w tym do rosyjskiego szpitala wojskowego przy ul. św. Barbary. Ośrodek salezja­ński okrył się żałobą.

W latach 1948-1960 salezjanie podwyższyli ściany prowizorycznego kościoła, dobudowali przedsionek i pomieszczenie dla ministrantów. Najwięcej wysiłku wniósł trzeci z kolei proboszcz ksiądz Antoni Śródka. O budowaniu nowego ko­ścioła w ustroju komunistycznym trudno było myśleć.

Jednak w 1978 r., gdy proboszczem był ksiądz Jan Waszut, zgodę władz poli­tycznych na budowę kościoła na Stradomiu udało się uzyskać. Projekt świątyni opracował inżynier architekt Antoni Mazur z Krakowa. 17 kwietnia 1980 r. biskup Stefan Bareła dokonał poświęcenia rozpoczętych prac i wmurowania kamienia węgielnego, który wcześniej został pobłogosławiony przez papieża Jana Pawła II podczas pielgrzymki do ojczyzny. Poświęcenia gotowego obiektu dokonał biskup Miłosław Kołodziejczyk 14 października 1990 r. Ksiądz Waszut zginął w wyniku wypadku samochodowego, ale jego następca kontynuował prace budowlane. Wybudowany został dom młodzieżowy. 16 grudnia 1993 r. arcybiskup Stanisław Nowak poświęcił dolny kościół pod wezwaniem Maryi Panny Wspomożenia Wiernych. 31 stycznia, w uroczystość św. Jana Bosco, w 1995 r. - poświęcono ta­bernakulum, figurę Najświętszego Serca Jezusowego i płaskorzeźbę o powierzch­ni 78 m, a w tym samym dniu 1996 r. dwudziestoośmiogłowe organy w górnym kościele. W dwa lata później poświęcono witraże. Witraże znajdujące się w ołta­rzowej części kościoła oraz nad chórem przedstawiają sceny z życia i męczeństwa Chrystusa. Natomiast w oknach umieszczono wizerunki salezjańskich i polskich świętych: Franciszek Salezy, Jan Bosco, Dominik Savio (w środku Matka Boska z Dzieciątkiem) Filip Rinaldi i Maria Dominika Mazzarello - po lewej stronie patrząc na ołtarz. Po prawej: Jadwiga Śląska, Jacek Odrowąż, Wojciech i brat Albert (Adam Chmielowski), a także Elżbieta Turyngska i Teresa od Dzieciątka Je­zus, co prawdopodobnie było życzeniem sponsorów, bowiem parafianie uczestniczyli zarówno w pracach fizycznych czy transportowych, jak i wspierali finansowo budowę kościoła, i to bardzo aktywnie. Marmurową posadzkę górnego kościoła poświęcono w 1999 r., a 14 października w jubileuszowym roku 2000 z udziałem księdza arcybiskupa metropolity Stanisława Nowaka odbyła się uro­czysta konsekracja kościoła.